Dzisiaj mały Smuteczek zaplątał się sierota, pogubił, trochę po omacku jak ślepe szczenię trafił do mnie, wtulił chciwie i nie opuszcza ani na chwilę. Przygarnęłam go do siebie, otuliłam, bo jakże przepędzić tego nieboraka, gdzie on się sam podzieje?
Najpewniej z powrotem wróci, mocniej wczepiając się we mnie, jeszcze bardziej wyziębiony, wygłodzony i spragniony.
Przywitałam się dziś rano z Radością mocnym objęciem, obdarzyłam szerokim uśmiechem, zapraszając, by się rozgościła, poczuła jak u siebie, na dłużej u mnie zabawiła. Częstowałam słodkościami, chwaliłam, zagadywałam na przeróżne tematy. Odwzajemniła się. Pokój pojaśniał od jej obecności. Sąsiad aż wyszedł na balkon, serdecznie wykrzykując ,,dzień dobry!”.
Kopnęła mnie, aż zabolało. Złość. Rozżarzona, wzdęta kula, która toczy się przez całe ciało i jak dynamit rozsadza od środka. Coraz więcej pęknięć, aż w końcu pozostaję odcięta na cyplu samotności, prowadząc zaciekły bój. Zgliszcza, popiół i żadnego mostu na horyzoncie. Ach, jak wiele we mnie siły, by w obronie własnej, bez zmrużenia oka zrujnować świat, a na końcu siebie.
Strach ma wielkie oczy. Dygocze, zacina się gdy mówi, najchętniej zwiałby, ale nie ma na to odwagi. Blady, spięty, szepcze mi do ucha ,,to wszystko jest takie straszne…” zaciska żołądek, a gardło staje się Saharą. Jak ja sobie poradzę? – rozpacza żałośnie w duchu. Tłumaczę, próbuj, jeśli nie będziesz próbował, nigdy się tego nie dowiesz.
Wstyd nie bardzo chciał podjąć rozmowę. Zarumieniony spoglądał ukradkiem, zmieszany własną obecnością na tyle, że mógłby zapaść się pod ziemię. Bowiem w kryjówce mu najlepiej, nie za bardzo przepada za światłem dziennym, woli mroki i ciemne podziemia. Są jednak chwile, gdy się przełamuje, otwiera światu poukrywane, co okazuje się być najcenniejszym złotem.
Autor zdjęcia: Salome Vorfas
No Comment